Obserwuj nas


Zmiana muzyków była podyktowana rozwojem Julliette i chęcią zrealizowania nowego rockowego projektu. Ten kolaż twórców dał bardzo ciekawy efekt. Powstał album o świeżym, rockowym brzmieniu, będący ukłonem w stronę tradycji rocka i jej legend.
W "Terra Incognita" Juliette Lewis jawi się jako rockowa diwa pokroju PJ Harvey, dorównująca charyzmą Iggiemu Popowi i Robertowi Plantowi.

Muzyczna droga uzdolnionej aktorki zaczęła się na ekranie kinowym. W filmie "Dziwne dni" z 1995 roku Juliette wykonała dwie piosenki PJ Harvey - "Rid of Me" i "Hardly Wait", ale dopiero dekadę później ukazał się jej debiutancki krążek "You're Speaking My Language", nagrany wspólnie ze skompletowanym przez aktorkę zespołem The Licks. Już wtedy wiadomo było, że to nie jest projekt muzyczny kolejnej znudzonej gwiazdy Hollywood.

Punkowy charakter prostych piosenek i zaraźliwy entuzjazm grania sprawiły, że wydany rok później "Four On The Floor" został okrzyknięty jednym z najlepszych albumów 2006 roku, a Juliette natychmiast zaczęto porównywać do PJ Harley, Patti Smith i określać mianem "Iggiego Popa w sukience". Z tymi porównaniami mogą się zgodzić polscy fani wokalistki, którzy mieli przyjemność podziwiać ją podczas tegorocznego XV. przystanku Woodstock i na zeszłorocznym Cracow Screen Festivalu.

Zarówno na płytach, jak i podczas występów na żywo widać i słychać było, kto rządził w The Licks. Mimo licznych sukcesów Lewis bez wahania rozwiązała swój stary zespół, by w poszukiwaniu nowego brzmienia nagrać "Terra Incognita" z innym składem, The New Romantiques. Jak sama twierdzi, z The Licks osiągnęli już szczyt swoich możliwości. "Nie mogę stać w miejscu, potrzebuję zmian i wyzwań, żeby się rozwijać. Powiedziałam o tym muzykom i sami stwierdzili, że lepiej będzie jeżeli dobiorę sobie kogoś innego do nowego projektu" - wyznaje gwiazda.

Na płycie "Terra Incognita" Julliette Lewis brzmi równie dobrze jak na poprzednich krążkach. Ten samobójczy ton silnego i wielobarwnego kobiecego głosu, moc emocji, ból i euforia, rzucają się w ucho i zapadają w głąb duszy słuchacza. Zmianie uległa oprawa muzyczna. Aranżacje są dużo bogatsze niż w projektach grupy The Licks. Poza ciężkimi gitarami pojawia się pianino, syntezatory i wyraźniej zaakcentowane instrumenty perkusyjne. Za nowe brzmienie ostatniej płyty Lewis odpowiadają producenci krążka - Omar Rodriguez Lopez (The Mars Volta) i Rich Costey (NIN, Rage Against The Machine) oraz muzyk Chris Watson (Cabaret Voltaire), który nagrał partie gitary. Muzyka jest tutaj momentami psychodeliczna i jazgotliwa. Tendencje do arytmicznych podziałów i nagłe zwroty w brzmieniu pozytywnie zaskakują odbiorcę.


w artykule wykorzystano fragment wywiadu z Juliette Lewis dla Machiny

Komentarze są obecnie wyłączone

Komentarze   

# szila 10 lat temu
uwielbiam ją, jako aktorkę i piosenkarkę. Niesamowita kobieta. Dobrze, że "pojawiła" się w serwisie Wagina. Kto jak kto, ale ona powinna tu zagościć. pozdrawiam muzycznie
# pan Tofel 10 lat temu
Bardzo lubię tę aktorkę o specyficznej urodzie. Niedawno po raz kolejny obejrzałem film "Dziwne dni", w dużym uproszczeniu w filmie Juliette grała kochankę pewnego psychopaty i występowała w jego nocnym klubie. Myślę, że kawałki, które tam śpiewała były w 100% jej kawałkami dlatego tak dobrze to wyglądało i co tu dużo gadać brzmiało.
Chyba czas bliżej zapoznać się z muzyczną twórczością Juliette
# wolny myśliciel 10 lat temu
miałem okazję widzieć występ Juliette Lewis na żywo - jest naprawdę niesamowita! Moja opinia jest wysoce subiektywna bo mam cholerną słabość do jej niecodziennej urody :evil:
# mrymru 10 lat temu
szczęściarz, zobaczyć Ją na żywo. Jako kobieta też doceniam jej urodę. Ma coś z wiecznego dziecka, ale nie jest infantylna. To raczej jej spojrzenie tchnące bezpośredniością i taką naturalnością, którą większość nas traci dorastając. Do tego jej ciało i ten uroczy kształtny biust. Kipi seksem...