Obserwuj nas



Sławna córka słynnych rodziców chyba odziedziczyła fascynacje i talenty.  Już poprzednia płyta francuskiej aktorki i wokalistki narobiła sporo zamieszania. „5:55” nagrana m.in. przy współpracy duetu Air, Jarvisa Cockera (eks-Pulp) w roli tekściarza i Nigela Godricha (producent Radiohead) za konsoletą, wprawiła w zachwyt krytyków po obu stronach Atlantyku. Teraz zamiast posiłkować się duetami i gościnnymi występami Charlotte postawiła na Becka Hansena. On jest główną maszyną napędzającą album IRM i odpowiada za popełnienie wszystkich piosenek, produkcję, a miejscami też wokal.
Muzyk zajął się nawet zmiksowaniem całego materiału. Nie dziwi więc „beckowski” klimat kameralnych, ciepłych brzmień o klasycznym charakterze. Album przesączony jest przystępną, nastrojową muzyką, której prostota jest z wyczuciem urozmaicona intrygującymi detalami (nonszalancka maniera wokalu, industrialne sample, odgłosy natury).
Usypiające partie muzyczne są przełamane niepokojącymi harmoniami, wprowadzającymi w uporządkowany klimat ślady opętania. Te burzące spokój detale są prawdopodobnie wpływem pracy aktorskiej Charlotte. W wywiadach udzielanych przed premierą płyty Gainsbourg przyznała, że większość utworów na nową płytę powstało podczas kręcenia zdjęć do „Antychrysta” Larsa Von Triera, w którym Francuzka u boku Willema Dafoe wciela się w rolę opętanej kobiety. Słuchając ostatniego albumu Charlotte trudno oprzeć się wrażeniu, że spotkanie Von Triera nie wywarło wpływu na jej muzyczną ekspresję.
Mimo pewnej dawki niepokoju i lekkiej przekory, album idealnie nadaje się na spokojne wieczory w kapciach.

Komentarze są obecnie wyłączone

Komentarze   

# jurny_gburny 9 lat temu
płyta faktycznie niezła i świetny klip do "Heaven Can Wait". Nie dziwię się, że album IRM znalazł swoje miejsce w serwisie Wagina. Bardzo kobieca ta płyta, intrygująca, trochę rozerotyzowana, momentami intymna.