Obserwuj nas



Amerykański reżyser Mike Mills, zamiast upraszczać i skupiać się na lekkości bytu, rozprawia się z pesymistyczną wizją egzystencji. W „Debiutantach”, będących w pewnym stopniu autobiografią reżysera,  dostajemy obraz bezradności, zagubienia, samotności, lęków i piętna przeszłości, które paraliżują bohaterów.

Akcja filmu rozgrywa się na kilku poziomach. Zbliżający się do czterdziestki utalentowany grafik, Oliver (Ewan McGregor), po stracie rodziców usiłuje dojść do siebie. Depresja sprawia, że na swoje dotychczasowe życie patrzy z innej perspektywy. Oliver rozlicza się z emocjonalną pustką dzieciństwa i ze swoim lękiem przed związkami. Z pozoru luźne wspomnienia mieszają się z teraźniejszością. Wątki łączy pierwszoosobowa narracja głównego bohatera. Mamy możliwość śledzić losy Olivera w kontekście jego dzieciństwa, a także obserwować ostatnie lata życia jego ojca, Hala (Christopher Plummer). Dwa studia, dwie sylwetki mężczyzn na różnych etapach drogi życiowej. Hal – ojciec, wdowiec w jesieni życia, który po 44 latach opartego na fikcji małżeństwa, przyznaje się do swojej homoseksualnej natury. Syn – samotnik z wyboru i lęku przed bliskością. Ich wspólnym mianownikiem jest zagubienie i samotność. Hal, będąc już u kresu życia, ma tak wiele do nadrobienia i tak mało czasu, że postanawia cieszyć się swoją prawdziwą naturą. Oliver zaś tkwi w uśpieniu, traktując zakodowane w dzieciństwie osamotnienie jak bezpieczną przystań.
Pogrążony w smutku, melancholijny, jednak wciąż obdarzony pełnym dystansu poczuciem humoru, spotyka szaloną początkującą francuską aktorkę, Annę (Melanie Laurent). Tak zaczyna się ich fascynacja i miłość bez hollywoodzkich fajerwerków. Dostajemy bardzo intymny obraz budowania więzi, nieco klaustrofobiczny, rozgrywający się często w czterech ścianach. Zamiast naiwnej euforii, kochankom towarzyszy niepewność, co wprowadza w miłosne sceny sporo uroku i magii, a zarazem świetnie pokazuje lęki bohaterów. Oboje zdają się być pewni nieuchronności porażki związku.

„Debiutanci” to zgrabnie zmontowany kolaż scen, połączonych niewymuszoną, bezpośrednią narracją. Nostalgiczny klimat filmu dopełnia tło muzyczne złożone z oryginalnych kompozycji oraz ragtime'owych i jazzowych klasyków z lat 20 i 30. Warto też wspomnieć o pewnej milczącej, choć wszędobylskiej postaci, psie Arturze. Nie zabrakło też w filmie polskich akcentów. Spostrzegawczy widzowie dopatrzą się w kilku ujęciach obecności reprodukcji plakatu Andrzeja Krajewskiego do filmu "Siedem razy kobieta" oraz plakatu "Wielka majówka" Marii Ihnatowicz.



„Debiutanci” to opowieść bez zaznaczonego finału i morału... bo nie ma recepty na szczęście. A czy bohaterowie je odnaleźli? Nie jestem tego pewna, tak jak nie jestem pewna swojego szczęścia.

 

 

 

 

Komentarze są obecnie wyłączone