Obserwuj nas



Pan Marcin, jak twierdzi, nie jest ani homoseksualistą, ani transwestytą, ani fetyszystą. Do pracy na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie wykłada język angielski, chodzi w stroju kontrkulturowym – na szpilkach i w spódnicy.



„W dzisiejszych czasach rola kobiet i mężczyzn uległa zmianie. To kobiety często dominują, robią kariery, manipulują nami. To one są z Marsa a my z Wenus. To one się wyemancypowały, mogą ubierać męskie stroje, a my wciąż jesteśmy trzymani w ryzach. Trzeba to zmienić. Płeć nie może być więzieniem. (…) Spódnice są bardziej higieniczne od "spodnioli". Bardziej przewiewne, delikatne. W takim stroju człowiek nabiera zupełnie innej, nowej jakości estetycznej. Może żyć w innych standardach, niż te, w których jako mężczyzna został dożywotnio zafiksowany. To przekroczenie barier, stereotypowego podziału na: "one piękne, oni silni i toporni". Ja chcę to obalić. Poza tym uważam, że w szpilkach nie ma niczego kobiecego, bo nogi nie są przecież narządem rozrodczym.(…) Jeżeli uznamy, że mężczyzna jest kimś, kto decyduje o sobie sam, który jest kowalem swojego losu, mistrzem swojego życia, to ja robiąc różne rzeczy na przekór, dowodzę męskości” - mówi Marcin Boronowski.

Dlaczego antyfacet ubiera się w kobiece stroje?

Ponieważ postanowił walczyć ze stereotypami. Bo dlaczego mężczyzna ma nosić tylko spodnie, skoro w spódnicy też może być mu wygodnie?
- Ja jestem bardziej męski, kiedy wkładam spódnicę, bo pokazuję, że to ja decyduję o sobie, a nie kultura i owczy pęd ludzi wokół mnie - mówi pan Marcin.

Kiedy i dlaczego pan Marcin zdecydował się na kobiecy strój?

Mniej więcej w 2000 roku, będąc tuż po 30 podjął decyzję o obyczajowej wolności swojej garderoby. Wcześniej, zupełnie naturalnie, ubierał się „po męsku”. Dopiero po studiach, kiedy zmuszony był dojeżdżać do pracy do kolegium językowego w Legnicy przegrzanymi pociągami, pozazdrościł kobietom przewiewnych ubrań. Sam nie mógł pojąć, dlaczego musi się pocić w grubych spodniach. Niezrozumiały terror kulturowy, sprzeczny często z komfortem, skłonił pana Marcina do porzucenia narzuconego mu męskiego stylu ubierania. Nie zrobił tego jednak tylko i wyłącznie dla swojej wygody, ale postanowił swoim wyglądem protestować wobec sztywnych ram płci kulturowej. Wkrótce okazało się, że taka postawa nie przypadła wszystkim do gustu. Pan Marcin jest często atakowany przez „dresiarzy”, obrzucany inwektywami, zastraszany, a niekiedy bity. Pan Boronowski dla swojego bezpieczeństwa chodzi po swoim osiedlu z włączoną kamerą i nagrane ataki wysyła policji.
Na szczęście środowisko uniwersyteckie, zarówno kadra naukowa, jak i studenci, mają neutralny stosunek do imagu pana Marcina.

źródło: onet.pl

 

Komentarze są obecnie wyłączone

Komentarze   

# Katarzyna76 7 lat temu
Muszę przyznać, że Pan Marcin bardzo mi zaimponował. Już dawno zastanawiałam się nad tym, dlaczego mężczyźni nie zbuntują się przeciwko obowiązującym formom ubioru? Skoro ja - kobieta - noszę tylko spodnie, dlaczego ktoś, kto ma ochotę, nie może nosić spódnicy czy sukienki? Tylko dlatego, że urodził się mężczyzną?