Obserwuj nas



Punkt G - nie wszystko co nazwane istnieje

W 1950 roku dr Ernst Gräfenberg jako pierwszy opisał istnienie szczególnie wrażliwego obszaru pochwy, którego stymulacja miała dać kobiecie ogromną przyjemność. Ten wrażliwy fragment waginy miał  znajdować się na przedniej ścianie, około 5cm od wejścia i mieć wymiary 1,5x2cm. Teoria Gräfenberga była dla naukowców na tyle mało atrakcyjna, że przez 30 lat nikt nie podjął się jej weryfikacji. Dopiero w 1981 roku John Perry i Beverly Whipple opublikowali dwa artykuły na temat niewielkiego obszaru pochwy, nazwanego przez nich, na cześć Ernsta Gräfenberga, punktem G. Publikacje pary naukowców przyczyniły się do popularyzacji koncepcji istnienia punktu G, którego stymulacja miała dawać kobietom rozkosz.

Znikający punkt G

Perry i Whipple dając nazwę fragmentowi waginy i przypisując mu ogromny orgazmiczny potencjał, wywołali dyskusję trwającą do dziś. Czy punkt G istnieje? – I tak. I nie. Zdania kobiet i badaczy są podzielone. Niewykluczone, że wszyscy mają rację.

Jest wielce prawdopodobne, że nie każda kobieta ma punkt G. Do takiego wniosku doszedł włoski badacz, Emmanuele Jannini, który przeanalizował właściwości chemiczne tkanek w rejonie pochwy, w którym powinien być punkt G. Opublikowane przez niego w 2002 roku wyniki badań wykazały, że u kobiet, które twierdzą, że mają punkt G występuje w jego rejonie peptyd PDE5. Białko to nie jest obecne w tkankach waginy kobiet, które nie odczuwają obecności punktu G (źródło: newscientist.com)
Sześć lat później Jannini opublikował kolejne badania poświęcone punktowi G, oparte na skanach USG. Eksperyment ten wykazał różnice w budowie waginy szczęśliwych posiadaczek punktu G i kobiet nieodczuwających jego obecności. W grupie tych pierwszych odnotowano wyraźnie grubsze tkanki w obszarze pochwy uznanym za punkt G. Jannini jednocześnie dowiódł, że transwaginalne USG jest prostą metodą na potwierdzenie obecności punktu G u danej kobiety. Jeśli więc dotąd nie odnalazłaś „rozkosznego guziczka”, możesz sprawdzić w badaniu ginekologicznym, czy jesteś kiepską poszukiwaczką czy też natura pozbawiła cię tego orgazmicznego przycisku.

Wyniki badań biochemicznych i ultrasonograficznych to za mało by przekonać niedowiarków. Tezy postawione przez Janniniego spotkały się z falą krytyki. Sceptycy stwierdzili, że osobnicze różnice grubości tkanek okołowaginalnych odzwierciedlają jedynie kondycję mięśni dna miednicy. Czyżby punkt G można było sobie wyhodować jak biceps?

W 2010 roku naukowcy londyńskiego King’s College obwieścili światu, że nie ma fizycznych ani genetycznych przesłanek potwierdzających istnienie punktu G. Wniosek swój oparli na wynikach ankiet zbieranych przez 15 lat w grupie 902 jednojajowych rodzeństw bliźniaczych płci żeńskiej w wieku 23-83 lata. Pomimo identycznego materiału genetycznego bliźniaczki deklarowały różną wrażliwość pochwy - przekonanie jednej z sióstr o posiadaniu punktu G nie zawsze pokrywało się z opinią drugiej.
Badania te spotkały się z ostrą krytyką, głównie ze strony francuskich naukowców, którzy zarzucali brytyjskim kolegom uproszczenie kobiecej seksualności i pominięcie w eksperymencie tak istotnych czynników, jak relacje z partnerem i doświadczenia seksualne kobiet, przekładające się na ich satysfakcję i zdolność do przeżywania orgazmu waginalnego.

Tworzenie naukowych teorii na podstawie ankiet zdaje się nie być najlepszą metodą na weryfikację tez dotyczących anatomii kobiety. Przy wynikach Janniniego wnioski brytyjskich badaczy przypominają mgliste spekulacje. Zatem 2:0 dla zwolenników teorii istnienia punktu G.

Punkt G a sprawa polska

Istotny wkład  do badań nad punktem G wniósł dr Adam Ostrzeński z Instytutu Ginekologii w St. Petersburg na Florydzie, który odkrył dobrze wyodrębnioną, workowatą strukturę w przedniej ścianie pochwy zwłok 83-letniej kobiety. Wnętrze odkrytej struktury przypomina tkanki łechtaczki, co sugeruje, że odnaleziony obszar, podobnie jak łechtaczka, może nabrzmiewać w wyniku podniecenia seksualnego. (źródło: Punkt G zlokalizowany przez naukowców)


Niewytłumaczalna kobieca rozkosz

Punkt G to jeden z elementów układanki, który być może pozwoli naukowcom zgłębić fenomen kobiecej seksualności. W dalszym ciągu niewyjaśniony zostaje sens biologiczny kobiecego orgazmu i istnienia łechtaczki. Czy to możliwe, że nasza rozkosz jest wbrew naturze? A może naszą kobiecą naturą jest rozkosz?

 

Komentarze są obecnie wyłączone

Komentarze   

# As Azbestu 4 lat temu
Doktor Ostrzeński, o którym piszecie twierdzi, że każda kobieta ma punkt G. Jego badania pomogły ustalić, że punkt G znajduje się w czwartej, najgłębszej warstwie pochwy.
Wielki człowiek, Wielki Polak.
# Ala Krótkoręcka 4 lat temu
@Asie Azbestu już czytałam o Ostrzeńskim tu: http://www.wagina.com.pl/index.php/Seks-i-antykoncepcja/Punkt-G-zlokalizowany-przez-naukowcow.html
Rzeczywiście jego odkrycie robi wrażenie. Tyle sporów i prac naukowych opowiadających się za istnieniem i przeciw istnieniu punktu G a nasz rodak dał radę.
# kartofel 4 lat temu
Ja swego czasu z wypiekami czytałem artykuł o odkryciu "analnego punktu g"... artykuł długi, rzucał "faktami", nazwiskami bu na końcu stwierdzić, iż jest to żart prima aprilisowy :D. Niezła wtopa
# As Azbestu 4 lat temu
Analny punkt G powiadasz? Dobre, dobre. To prawie jak z motywem łechtaczki w gardle ze słynnego "Głębokiego gardła".